20 lutego 2014

DIY: Ściana inspiracji z tablicy korkowej + darmowy sposób na tapetowe tło

Dawno nie było DIY? Przygotowałam dla Was dzisiaj tutorial, a raczej pomysł, bo wykonanie jest bardzo proste. 
Jest to odświeżenie starej tablicy korkowej, która, przynajmniej mi, zalega na ścianie i krzyczy jaka jest brzydka. Jeśli ktoś nie ma takiej tablicy, polecam, bo jest to fajna rzecz na ważne sprawy, szybkie notatki itp. Ja w moim pokoju w Rzeszowie bywam tylko w weekendy i ferie więc takich notatek dużo nie mam. Jednak nie lubię zbędnych brzydkich rzeczy w pokoju, dlatego postanowiłam ze swojej tablicy korkowej zrobić INSPIRATION WALL

Krótkie wyjaśnienie- INSPIRATION WALL to ściana z inspiracjami, czyli wszystko co nas inspiruje, jest ładne i dekoracyjne ląduje tam ;) 


////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
No to zaczynamy!

Tak wyglądała moja tablica rano. Wycinki z gazet, pocztówki od przyjaciół, sztuczny kwiatek od mamy, stare paragony i złożona mała karteczka, która okazała się zupełnie czysta ( O.O po co ja ja tam przypięłam?) Zaczęłam od ściągnięcia wszystkiego i przetarcia tablicy z kurzu.

A teraz najważniejsze- tło!

Trzeba przygotować dość spory kawałek papieru, którego użyjemy jako tło. I tutaj proponuje dwie tanie opcje.

1. Papier do pakowania prezentów (najtańszy kosztuje ok. 1,50zł)
2. Kawałek tapety. ja wybrałam właśnie tą opcję. Skąd wziąć tapetę? W Leroy Merlin można wziąć za darmo kawałek wybranej tapety (do 0,5 m) ^^ Polecam tę opcję.
Moja tapeta była ciut za wąska, dlatego zostawiłam po bokach widoczny korek. Można to później przykryć, albo przy opcji z papierek do pakowania dokładnie wymierzyć wysokość i szerokość, żeby uniknąć mojego błędu ;) teraz pozostaje nam już tylko przypiąć nasze ulubione, inspirujące zdjęcia, wycinki z gazet, pocztówki, czy co tylko chcemy. ;)



No i gotowe. tak prezentuje się moja odmieniona tablica korkowa, która z brzydkiego zbiorowiska wszystkich papierów i paragonów stała się elegancką dekoracją.  Znając moją zmienna naturę, kiedy posprzątam w pokoju i znajdę wszystkie wycinki, które czasem wyrywam z gazet, moja ścianka będzie wyglądać zupełnie inaczej ;)

///
Jeśli podoba Wam się ten pomysł i zrobicie swoją Ścianę Inspiracji, nie tylko na korkowej tablicy, podeślijcie mi zdjęcia lub linki do Waszych blogów, bardzo chętnie wszystkie pooglądam :) Możecie tez zatagować je na Facebooku #INSPIRATIONWALL


18 lutego 2014

Książkowo- filmowe perełki lutego

Po sesji przyszedł czas na lekki odpoczynek. przede mną wizja jednego ustnego kolokwium, ale i tak wolne 2 tygodnie spędzam na załatwianiu kilku spraw, ogarnianiu się, organizowaniu spotkania blogerek, ogarnianiu mojego e-magazynu i swojego bloga i Waszych blogów. Czuję się prawie jak bussineswoman!
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać filmy i książki, które ostatnio poznałam i które polecam. Może znajdziecie coś dla siebie, albo już widzieliście?

 1. "Kraina lodu", nowy film Disney'a, który musiałam obejrzeć. Skradł moje serce od razu, tak samo jak wszystkie piosenki. Do tego jest to pierwsza disneyowska produkcja, gdzie mamy dwie główne bohaterki, a nie jedną. Co tu dużo mówić, dorośli też dzieci ;) Oglądnijcie, bo naprawdę piękna animacja :)

2. Mel B ♥ Tak, w końcu mówię sobie "dosyć lenia" i codziennie jakieś ćwiczenia z Mel B zrobię. Nie to, że nie lubię Chodakowskiej, którą tak wszyscy się cieszą, ale po prostu ćwiczenia Mel B są dla mnie lepsze i bardziej je lubię. Tutaj macie kanał YT z jej ćwiczeniami.

3. "Walentynki". Oglądam po raz trzeci i nadal uwielbiam :)

4. "Autokar do nieba" Pawła Olearczyka to książka, którą przeczytałam w jeden dzień. Wcale nie dlatego, że znam autora i dostałam książkę w prezencie od wydawnictwa Novae Res (za którą bardzo dziękuję). Fajna książka po stresującym czasie. Pełna recenzja jest TUTAJ i TUTAJ. Zapraszam do przeczytania :)

5. Magazyn Sens. Jeden z moich ulubionych. idealna mieszanka psychologii, rozwoju, urody, zdrowia i kobiecości. Nic tylko czytać wieczorami... Polecam! Kiedyś zobaczycie tam mój artykuł :*

6. "Dzika lawenda" Belindy Alexandry to moja ulubiona książka. Jest dla mnie numerem jeden z wszystkich książek jakie kiedykolwiek przeczytałam. Naprawdę. Nigdy tak bardzo nie wciągnęłam się w książkę i nigdy tak bardzo nie płakałam i śmiałam się w trakcie czytania jak przy niej. Przeczytałam ją już dawno, ale teraz zrobiłam to drugi raz. Cała magia wróciła.... pięknie!

7. Kanał na YT Abstrachuje. Mówcie co chcecie, uwielbiam ich filmy, jestem od nich uzależniona i codziennie oglądam po kilka. Wielka fanka Czarka♥  Kto nie lubi niech żałuje!

8.  Film "Iluzja". Oglądałam z współlokatorkami od razu po sesji. Niesamowity film, ten kto go wymyślił jest geniuszem (i pewnie przydałaby mu się porada psychiatryczna ;). Warto obejrzeć i pobudzić szare komórki.


/////////////////////////////////////////////////////////
To nie jest wszystko co oglądam i czytam w ostatnim czasie, ale tym chciałam się z Wami podzielić. Znacie którąś z tych pozycji? Podzielcie się wrażeniami w komentarzu.


17 lutego 2014

Czy psychologia to taki fajny kierunek? Wrażenia po I semestrze

Kraków
UJ
Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej 
Psychologia stosowana
Rok 1

Psychologia jest uznawana za jeden z ciekawszych, bardziej rozwijających kierunków studiów. Wiem, że wiele z Was stoi teraz przed wyborem kierunku, dlatego napiszę Wam, co zauważyłam po pół roku studiowania.

Wg kilku profesorów- niezwykle elitarny kierunek, według jednych nauka medyczna, według innych przyrodnicza, a według trzecich filozoficzna. Psychologia, nauka o psychice, o duszy, emocjach, motywacjach, mózgu, układzie nerwowym, rozwoju... ludziach.


Po pierwszym semestrze nie umiem "czytać w myślach", nie potrafię "analizować ludzi", nie wiem jak wyleczyć depresję lub jak zmanipulować kogoś do zrobienia czegoś. Nie potrafię hipnotyzować, wychowywać dzieci ani stwierdzić czy mamy duszę czy nie. Jeszcze nie. Obiecują nam, że poznamy to wszystko na kolejnych latach nauki. Na razie poznajemy ogół, jak zresztą na wszystkich kierunkach.

Przez pierwszy miesiąc, zafascynowana, wciągana coraz bardziej w tajniki ludzkiej egzystencji nie mogłam oderwać się od czytania, rozmawiania (nawet w tramwaju, co później okazało się zauważone przez jednego z doktorów) na ten temat. Już na pierwszych zajęciach mogliśmy zrobić na sobie prawdziwy psychologiczny test! Byłam wniebowzięta, im dłużej chodziłam na zajęcia (których, swoją drogą nie było dużo), tym bardziej mi się podobało. Wszystko było takie ciekawe, fascynujące.... i coraz bardziej się nakręcałam.

Polubiłam ludzi. Poznając ich wnętrze zaczęłam zwracać większą uwagę na ludzi wkoło mnie. W tramwaju, pociągu, na ulicy, w sklepie... Nie analizuję ich, ale zaczynam się otwierać na myślenie inne niż moje. Uczę się tolerancji i empatii. 

Uczę się rzeczy potrzebnych w życiu. No, może z wyjątkiem filozofii i szczegółów związanych z neurobiologią. Najlepsze jest to, że cała reszta przyda mi się nie tylko w zawodzie, ale i w każdej sytuacji gdy mam kontakt z drugim człowiekiem, czyli zawsze! Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że po prostu uczymy się żyć w społeczeństwie. 

Psychologia stosowana  różni się tym od ogólnej, że jest bardziej... praktyczna. Nie opiera się tylko na teorii, ale również na praktyce. Wszystko odnosimy do prawdziwych problemów spotykanych w życiu, a nie tylko do badań naukowych, eksperymentalnych i laboratoryjnych.

Nie zawsze jest łatwo, szczególnie w czasie sesji, gdzie zdane wszystkie egzaminy są tylko i wyłącznie dzięki szczęściu, tym bardziej, że ja nie potrafię się uczyć. Nigdy nie musiałam i teraz nie umiem. Dlatego w czasie sesji śpię 2-3 godziny i wypijam hektolitry kawy. Ale, jak powiedziała to moja koleżanka, to na tym polega urok studiowania. Że mamy czas na przyjaciół, pasje, hobby, czasem pracę i naukę, chociaż te dwa razy w roku. Czasami umiejętność kombinowania pomoże nam w życiu bardziej niż niejedna wiedza ;) (Mądrość od ciotki Narratorki ;)
Na psychologii głównie się czyta. Nie ma typowej pamięciówy, ale jeśli na konwersatoria nie przeczyta się zadanych 120 stron, będzie kiepsko.

Jakie perspektywy na pracę?
Nie oszukujmy się, bez wkładu własnego i zaangażowania żadne. Tak naprawdę musimy się wyspecjalizować, bo sama psychologia niewiele daje. A tutaj jest duży wybór: psychologia sądowa, rozwojowa, wychowawcza, poznawcza, badawcza, społeczna, pracy, organizacji, biznesu, kliniczna, psychoterapia, rodzinna... naprawdę jest  tego o wiele więcej ;) Można więc szukać pracy od przedszkola, przez szpitale, zakłady terapeutyczne, więzienia, policję, sądy, korporacje, urzędy pracy, banki, agencje reklamowe, czy poradnie psychologiczne.


Teraz mała pigułka ode mnie:

Przedmioty: rozwój człowieka, neurobiologia, procesy poznawcze, filozofia, socjologia, historia myśli psychologicznej, wf
Na maturze: polski, matma, angielski, biologia, historia (zależy od uczelni- musicie sprawdzać)
Trzeba lubić: ludzi, biologię, obserwacje, czytać
Predyspozycje: ciekawość, otwartość, płynne myślenie, kreatywność, podobno ciężkie przeżycia pomagają w zrozumieniu innych, empatia
Rada: Wybierz psychologię, jeśli naprawdę to lubisz. To nie tylko 5 lat studiów, tutaj trzeba się rozwijać całe życie, nigdy nie jest się wystarczająco nauczonym.

14 lutego 2014

Czy Walentynki to święto dla każdego?

Nie jestem jedną z osób, do których adresowane jest święto zwane Walentynkami.
Nie jestem przeciwna Walentynkom.
Nie jestem przeciwna walentynkowej komercji, nagłemu okazywaniu sobie uczuć itp.
Nie jestem wielką fanką, która mimo statusu singla desperacko próbuje "zrobić coś dla siebie" tego dnia.
Po prostu to nie moje święto.


Nie rozumiem ludzi, którzy są przeciwni Walentynkom. "To głupie, nie lubię Walentynek, bo uczucie trzeba okazywać cały czas a nie tylko dzisiaj..."
Prawda to. Nikt nie zabrania Wam okazywać uczuć w pozostałe dni. Ale też nie rozkazuje Wam je okazywać wyłącznie 14 lutego. Możecie przecież kochać się i w Walentynki i w każdy inny dzień, jedno drugiego nie wyklucza! Dlaczego karać biednego 14 lutego skoro nic złego nam nie robi, tylko próbuje przypomnieć wszystkim zapominalskim co naprawdę ważne ;)



Nie rozumiem singli, którzy w Walentynki robią coś "innego", żeby poczuć się lepiej z powodu swojego statusu na Facebooku. Jeśli jesteś sam/a to święto Ciebie nie dotyczy. Po co zmuszać się do udawania, że jest się szczęśliwym samemu, albo z drugiej strony, po co nagle zaczynać rozpaczać (równie dobrze możesz rozpaczać przez cały okres singielstwa) Genialny przykład: Czy w Dzień Babci porywasz komuś dziecko i udajesz, że to Twój wnuk, albo rozpaczasz, że nie jesteś babcią?
Nie. 
Dlatego w Walentynki też nie powinieneś. Kiedyś przyjdzie czas gdy to będzie też Twoje święto, a na razie schowaj swoją desperację, frustrację czy co tam przeszkadza Ci tego dnia spokojnie egzystować i zrób to co lubisz, co musisz, albo nie wiem... znowu siedź na Facebooku, jak zwykle ;)

Po prostu w nikim nie jestem zakochana, dlatego nie utożsamiam się z tym świętem. Aczkolwiek bardzo podoba mi się jego idea i uważam, że to piękne święto. Nikt nie powinien czuć się zmuszany do miłości, a teksty typu "Wszyscy dzisiaj idą na randki, to ja nie" są dla mnie śmieszne. Wolny kraj, wolni ludzie... stąd moje podejście. Jeśli Wasze jest inne, to przecież macie do tego prawo ;) Tylko zastanówcie się, czy warto podświadomie się tak zmuszać do obchodzenia święta, które do nas nie należy.

Wszystkim parom, które dzisiaj celebrują swoje związki serdecznie gratuluję i życzę szczęścia, bo miłość jest czymś najpiękniejszym na świecie! Singlom życzę znalezienia miłości, tej prawdziwej, a nie na siłę, żeby tylko nie spędzić tego dnia samotnie. 

No i życzę Wszystkim Czytelnikom, bez względu na status dużo miłości, szczęścia i cierpliwości ;)