Top-ads

About me

About me

Statystyka

Contact

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Flickr Images

Facebook

Category 3

Klaudia Sierżęga. Technologia Blogger.

Google+ Followers

Technologia Blogger.

Let us send you cool stuff!

We promise, we will only send you awesome stuff which will make your day!

Google+ Badge

Translater

Contributors

Moje zdjęcie
19 years old student of psychology

Followers

Szukaj

Ładowanie...

category1

category2

The Latest

Nie wyróżniaj się! Pasowanie do tłumu jest w cenie!


Ludzie nie lubią gdy ktoś jest inny. Nie ważne co robi, jeśli zbytnio się wyróżnia nie jest popierany, nie jest wspierany, a nawet ludzie zrobią wszystko by takiego delikwenta ściągnąć spowrotem na ziemię, do tłumu. Świat będzie nieustannie wmawiał Wam, że inność nie istnieje. Że jeśli wszyscy są inni, wszyscy są tacy sami.
Spójrzcie co stało się z tzw. hipsterami, artystami, trendsetterami, kreatorami, czy jak inaczej nazywano ludzi oryginalnych. To byli ludzie, którzy poprzez wygląd i zachowanie chcieli wyrazić siebie, pokazać, że nie są bezkształtną szara masą, ale mają do zaprezentowania coś więcej. Szukali różnych dróg by pokazać coś nowego, coś innego, coś czego jeszcze nie było w żadnej kategorii. I zostali skategoryzowani. Wsadzeni do szufladki z napisem "hipster". Scharakteryzowano taką grupę ludzi i teraz każdy oryginalny człowiek będzie hipsterem. Będzie mu wmawiane, że nie jest wyjątkowy. (Pomijam ludzi, którzy stosują się do tych charakterystyk, żeby stać się częścią nowej, fajnej grupy). Artystom będzie wmawiane, że sztuka nowoczesna to g*wno. Kreatorzy mody będą uważani za bezguścia, dowiedzą się, że takich ubrań już się nie nosi, że robią z siebie idiotów.
Geekowcy, filozofowie i wynalazcy dowiedzą się, że marnują życia dla idei, które i tak nie wypalą. Kolorowa pani robiąca na drutach ubranka dla drzew dowie się, że jest wariatką, a pan robiący sobie codziennie selfies przez 3 lata jest chory psychicznie. Osoba, która rzuca studia czy pracę na etacie dla swojego biznesu jest szaleńcem itd. itd.

Ludzie boją się inności. To, co inne, jest nieznane, niebezpieczne, wychodzi poza strefę komfortu. Ludzie bardzo lubią hejtować, komentować, oceniać, krytykować. Bo co innego robić? Po co wspierać indywidualność, skoro bycie takim samym jest wygodniejsze?

"Inny" nie robi nikomu krzywdy, po prostu jest sobą. Nawet jeśli szuka na siłę sposobu jak być innym. Ktoś zaraz powie "On taki nie jest, na siłę chce być inny". Jeśli próbuje coś zmienić- znaczy, że pozostawanie w tłumie mu nie odpowiada. A ludzie mają prawo szukać. Nikt nie rodzi się z gotowym planem na życie. Do jednych przychodzi szybciej, inni muszą się bardziej naszukać.

Świat zaakceptował kreatywność. Szukanie, tworzenie nieszablonowych rozwiązań jest ok. Póki szukanie odbywa się wyznaczonymi trasami.
W tych kwestiach cały świat porusza się bardzo wolno, a Polska wręcz stoi w miejscu.
Pamiętacie Conchite Wurst i ten cały szum wokół jej brody? Osobiście nie widzę w tym nic złego. Dawno dawno temu kobietę w spodniach wysyłano na stos, a mężczyzna bez peruki był uważany za osobę bezwartościową. Świat się zmienia, a zmieniają go ludzie kreatywni, oryginalni, odważni, tacy, których nie powstrzymuje to, co powiedzą inni". Bo może się okazać, że, ludzie, którzy najbardziej są przeciwko robią to z zazdrości, bo sami nie są na tyle odważni by spróbować wyrwać się z klatki.

Co można zrobić dla siebie by nie dać się tłumowi, który tylko czeka by zabić indywidualność?

Najważniejsze to zrozumieć (ZROZUMIEĆ, a nie przyjąć do wiadomości), że musisz posłuchać siebie. Musisz przestać myśleć o tym, jak inni zareagują na to, jaka jesteś naprawdę i skupić się na sobie. To Twoje życie. Czy na jego końcu chcesz umierać ze świadomością, że tak wiele nie zrobiłaś, ukrywałaś się bo bałaś się opinii?

Wpadło mi do głowy pytanie, które dobrze porusza wyobraźnię i introspekcję. Zadaj sobie to pytanie dziś, jutro, wtedy, kiedy potrzebujesz. Możesz je zapisać na kartce w kalendarzu, w telefonie, w pamięci:

Na Facebooku znajdziecie motywacyjny filmik poruszający ten właśnie temat. FACEBOOK

Co zrobiłabyś, jaka chciałabyś być gdybyś nigdy nie była oceniana?
Jest noc, właściwie północ chwilę temu wybiła, ale skoro jeszcze nie zmieniłam się w mysz, dynię czy co tam zawiera w sobie jedna z miliona wersji bajki o Kopciuszku- piszę.
Dokładnie 00:09. A ja właśnie o tej porze miewam najlepsze pomysły, teraz nie muszę się zastanawiać co piszę, bo wszystko samo się tworzy. Właściwie ja tu jestem niepotrzebna, mogłabym iść spać. No tak, ale kto by to wszystko zapisał? Więc piszę. Komputer na kolanach, lampka lekko świeci, a ja z kubkiem czarnej herbaty, popijając co chwilę, piszę.

A teraz powiem Wam mój sekret, dlaczego w ciągu ostatniej godziny napisałam 3 posty robocze, skoro przez pół roku nie napisałam żadnego. Prawda jest fascynująca i żenująca zarazem.


Padł mi Internet.

Za nic w świecie nie mogłam się połączyć z siecią, nie pomogły ustawienia, reset, grzebanie przy kablach, a jedyny mężczyzna w domu, który mógłby zaradzić śpi (drugi ma gdzieś moje problemy i leży na parapecie machając ogonem). Nie ma fejsbuka, mejla, filmów online i blogów.

Cóż robić? Przez pierwszą sekundę patrzyłam pusto na ekran z myślą… właściwie bezmyślnie, a w drugiej już ładował się Word. Tak, pisanie jest moim wybawieniem kiedy zostałam odcięta od świata. Teraz, kiedy zostałam zupełnie sama w śpiącym domu, bez kontaktu z rzeczywistością. Nie wiem czy jeszcze kiedyś będę miała okazję pokazać Wam moje nocne przemyślenia… żegnajcie!No, może nieco ponosi mnie nocna wyobraźnia, ale jedno jest pewne i warte refleksji- uzależniłam się. Jak od kofeiny, słodyczy, albo czerwonej szminki. (żeby nie było- od żadnej z tych rzeczy nie jestem uzależniona, ale dodają dramaturgii :))Mogłabym zrobić miliony innych rzeczy, wpisując na tę listę pójście spać (co pewnie zaraz uczynię). Fakt faktem- mogę wyłączyć przeglądarkę, ale kiedy sama tego chcę. Kiedy to Internet mnie porzuca- czuję, że coś jest nie tak.
Nie spędzam w Internecie całych dni, ale kiedy wieczorem przysiadam do komputera, żeby odetchnąć, zrelaksować się i nacieszyć oczy e-dobrościami, fakt, że nie mogę tego zrobić jest co najmniej nieprzyjemny. Więcej- czuję, że Internet dał mi kosza!
Znów poczuję się staro, ale powiem to- dzisiejsze społeczeństwo jest całkowicie ztechnologizowane i sama dałam się porwać technologiczno-mobilnej rzeczywistości. Czy ja jedna?
Kto z Was nie sprawdza fejsa kilka razy dziennie lub nie wyszukuje w Google najdziwniejszych informacji? Kto teraz szuka definicji w encyklopediach a rady zdrowotnej dzwoniąc do lekarza?
Cóż. Nie będę moherem i idę z duchem czasu. Skoro to ma służyć ludziom- biorę. Tak jak wszyscy. Ale c’mon…
Jest 00:21 a ja nadal jestem offline. Dość tego. Idę poczytać książkę. Tak, taką papierową.

Ten post napisałam w Wordzie 2 dni temu. Nie moja wina, że wena zawsze przychodzi do mnie bardzo późno. Ale dzięki temu zobaczyłam, że właściwie to dawno nie spędziłam wolnego czasu w domu w inny sposób niż przy komputerze. A jak Wy i Wasze Internety? 

Ostatnio, gdy sprzątałam stare gazety mamy, natknęłam się na dział kulinarny z letnimi przepisami. Przejrzałam kilka stron, znalazłam fajny przepis na placka (kiedyś Wam pokażę) i na... lemoniadę. Czemu nie?- pomyślałam. Za oknem gorąc, słońce leje się z nieba, a ja-przyznaję- nie wypijam tych 2 polecanych litrów płynów, bo nie jestem miłośniczką zwykłej wody, a sklepowe napoje są dla mnie zbyt chemiczne.

Wypróbowałam przepis z gazety i zrobiłam swoją lemoniadę, a właściwie wodę cytrusową (tak nazywał się przepis). Jest bardzo krótki i właściwie Ameryki nim nie odkryto:
  • 2 całe cytryny
  • pół limonki
  • 3 listki mięty
  • duża butelka wody mineralnej
  • można dodać łyżkę miodu lub 2 łyżeczki cukru ;)
To jest "woda cytrusowa" dlatego, że nie dodaje się tu, jak w prawdziwej lemoniadzie cukru i jest zdecydowanie mniej kwaśna. Cytrusy należy ycisnąć, 2-3 plasterki wrzucić w całości. Wyciśnięty sok wlać do dużej butelki wody mineralnej i wstrząsnąć. Dzięki temu, że cytrusy miesza się z duuużą ilością wody, nie jest ona aż tak kwaśna, ale delikatnie i smacznie zakwaszona. Dla mnie idealnie. 
Ja nalewałam ją później do słoika (ach ten design :P) z wydrukowaną i zaprojektowaną naklejką ;)
 

DLACZEGO LEMONIADA JEST SUPER?
Zawiera ogromne ilości witaminy C, kwasy owocowe, a cytryna jest naturalnym antyseptykiem. Cytrusy w połączeniu z wodą mineralną dokładnie nawadniają organizm i oczyszczają go (dużo lepiej niż sama woda) z toksyn i innych złych rzeczy ;) Pomaga utrzymać odpowiedni poziom zakwaszenia organizmu, pobudza trawienie i przemianę materii (ODCHUDZANIE ^^). Cytryna polepsza krążenie, reguluje ciśnienie i przyspiesza gojenie się ran.Woda cytrynowa dobrze nawadnia skórę, dzięki czemu wygląda zdrowiej. No i nie od dziś wiadomo, że woda z cytryną jest najlepsza na... kaca ;)

Woda cytrynowa ma wiele zalet. Jest zdrowa, pyszna i, przynajmniej mi, pomaga w piciu 1,5-2 litrów płynów dziennie, które, szczególnie latem, są bardzo potrzebne.

Pijecie? Czy nie lubicie cytryny? Może macie jakieś sprawdzone przepisy na prawdziwą amerykańską lemoniadę?
Bogactwo cieszy me oczy
Nikt mi nie podskoczy
- Narratorka

- Jesteś blogerką?
- Tak, chociaż od dawna nic nie napisałam, nie miałam weny i czasu.
- Masakra, to teraz już pozamiatane.
- Dlaczego?
- Biznes, który ma taka przerwę już się nie wybije.


Postanowiłam to zrobić i powiedzieć Wam, drodzy czytelnicy, jak zarobiłam tysiące na blogu. Jednak uprzedzam, że po tym poście możecie stracić wiarę w ludzkość, a blogerzy do końca życia będą kojarzyć się Wam z jednoosobowymi (z wyjątkami) maszynkami do pieniędzy.

Już od początku pisałam bloga z myślą o zysku. Chociaż powstał on na długo przed tym, jak zaczął się Blogowy Potop Internetów, w planie miałam nawiązać wiele współprac, zyskać sponsorów i stać się sławna. Plan nie wypalił do końca, bo chyba zabrakło mi temperamentu i ciętego języczka, żeby zostać drugą (a właściwie pierwszą) Jessicą Mercedes.

Ale stało się, w miarę jak mój blog zdobywał popularność, a musicie wiedzieć, że gdzieś w 2012 liczniki statystyk przeszły moje oczekiwania, zarabiałam pieniądze. Na każdym czytelniku, również tym, który zbłądził w labiryncie Internetów i jakimś cudem trafił na mojego bloga szukając zupełnie czegoś innego.

Musicie wiedzieć, że to kłamstwo. Nigdy, przenigdy bym czegoś takiego nie zrobiła, choć wiele blogerów rzeczywiście tak myśli.
Nie widzę problemu w tym, by zarobić dzięki blogowi, ale w momencie, kiedy zysk staje się głównym lub jedynym celem- jest problem. Blogi powstały po to, by dzielić się opiniami, przemyśleniami, tym, co siedzi nam w głowie. Często blog był pierwszym miejscem, gdzie pisarze lub dziennikarze napisali swoje pierwsze dzieła. Blog to płótno dla sztuki myśli, słów, pasji. To ekran, na którym skupiając się, możemy podzielić się czymś co lubimy, co robimy, wyładować swoje frustracje, nadzieje czy marzenia. Blog to coś tylko naszego, coś co tworzymy, to taka mała sztuka!

Ileż ja miałam w życiu blogowych opowiadań... z każdego komentarza cieszyłam się jak głupia, a rady, które dostałam zamierzam stosować całe życie.
Co z tego, że mój blog w 2012 był popularniejszy niż marzyłam. Większość komentarzy nie dotyczyła tekstu/ zdjęć, a chyba wiecie co myślę na ten temat (tych, którzy NIE wiedzą odsyłam TU).
Teraz, z każdego komentarza od Czytelnika cieszę się jak dziecko! I to jest moment nieopisanej radości, gdy widzę, że ktoś przeczytał mój wpis i poświęcił swój czas by na niego odpisać.
Mam kilka ulubionych komentarzy czy maili, które sobie wydrukowałam na pamiątkę.

Zarabianie? Nie widzę problemu. Pod warunkiem, że zarabia się dzięki blogowi, a nie prowadzi bloga dzięki zarobkom. Blog to nie firma, start-up, biznes ani tablica reklamowa.

Piszę, bo kocham. Fotografuję, bo uwielbiam. Komentuję, bo chcę.
Dziękuję. Tym, którzy dobrnęli do końca :)
Mam nadzieję, że nie odstraszyła Was ilość tekstu, ale chciałam jakoś skomentować ostatnio panujący trend na zarabiających blogerów i traktowanie blogów jako autostrady do bogactwa.

Wiecie co zarobiłam na blogu? Tysiące miłych chwil, wspaniałych Czytelników i rozwijanie pasji- to dużo cenniejsze niż pieniądze.